MIASTO - NICOLAS PRESL
Wydawnictwo Lokator
Nicolas Presl wraca na polski rynek z nowym tytułem i przy okazji wracam również ja. Trochę mnie nie było, ale czy można sobie wyobrazić lepszy motyw na nowy wpis niż premiera komiksu tego utalentowanego autora?
Przyznam, że moje odczucia po obejrzeniu zapowiedzi były
dość ambiwalentne. Presl kojarzył mi się zawsze z fabułami poruszającymi
istotne problemy społeczne lub jednostkowe, a tym razem wziął na warsztat temat
zombie, który w popkulturze został już mocno przemaglowany.
Zombie zazwyczaj kojarzą się nam z końcem świata. Z
epidemią, chaosem i walką o przetrwanie, w której człowiek prędzej czy później
zaczyna przypominać potwora, przed którym ucieka. Nicolas Presl w „Mieście”
odwraca jednak perspektywę. Nie zastanawia się nad tym, co stanie się z
cywilizacją, gdy zostanie zaatakowana przez żywe trupy. Znacznie ciekawsze
wydaje się pytanie, na czym właściwie ta cywilizacja została zbudowana i
dlaczego zombie odwiedziły tytułowe miasto.
Potworność nie spływa jednak na czytelnika dopiero wraz z
pojawieniem się zombie. Od samego początku czuć, że coś wisi w powietrzu, że
wszystko zostało tu zbudowane na bardzo cienkich fundamentach i że ten kolos na
glinianych nogach za chwilę runie.
A jakie jest tytułowe miasto? Jawi się jako przestrzeń
głębokich kontrastów. Z jednej strony obserwujemy luksus, bogactwo, wygodę i
odizolowane enklawy uprzywilejowanych. Z drugiej na kartach komiksu widzimy
biedę, ciężką pracę, choroby i ludzi sprowadzonych do roli taniej siły
roboczej. Obie rzeczywistości istnieją równolegle, niby obok siebie, a jednak
są od siebie odgrodzone. Uprzywilejowani korzystają z istnienia biednych,
jednocześnie nie chcąc oglądać ich z bliska.
I właśnie tutaj na scenę wchodzą wspomniane wcześniej
zombie. Presl nie sięga po dobrze znane schematy, lecz wykorzystuje żywe trupy
jako metaforę tych, których społeczeństwo najchętniej wymazałoby z pola
widzenia. Są niewygodnym przypomnieniem, że dobrobyt jednych może opierać się
na cierpieniu innych. Ich obecność burzy starannie zbudowany porządek, w którym
nierówności można zaakceptować tak długo, jak długo nie trzeba patrzeć im
prosto w twarz.
Nie sposób nie zauważyć, że zombie stają się oskarżeniem pod
adresem pozornie uporządkowanej cywilizacji. Ich obecność ujawnia, jak krucha
jest stabilność świata, który potrafi funkcjonować tylko dzięki utrzymywaniu
określonych grup ludzi na marginesie. Dopóki ten podział pozostaje
nienaruszony, wszystko może sprawiać wrażenie normalności. Problem zaczyna się
wtedy, gdy wykluczeni przestają pozostawać na swoim miejscu i zaczynają się
buntować.
Presl jest specjalistą od opowiadania obrazem. Wszystkie
jego komiksy opierają się wyłącznie na rysunkach. Nie potrzebuje więc
rozbudowanych wyjaśnień ani nachalnego komentarza. Pozwala, by znaczenia
wynikały z samych obrazów, zestawienia scen i obserwacji zachowań bohaterów.
Dzięki temu „Miasto” nie jest kolejną opowieścią o apokalipsie, lecz gorzką
przypowieścią o mechanizmach, które mogą doprowadzić do niej znacznie
wcześniej, niż pojawią się pierwsze żywe trupy.
Na tle wcześniejszych tytułów autora, takich jak na przykład„Syn
swojego ojca”, „Miasto” wydaje się mniej kameralne i skupione na pojedynczym
dramacie, a bardziej na tragedii całej społeczności. Nastrój pozostaje równie
ciężki i niepokojący, lecz źródło dramatu jest tu bardziej rozproszone. Nie
tkwi wyłącznie w deformacji ciał, przemocy czy relacjach rodzinnych, ale przede
wszystkim w architekturze świata zaprojektowanego tak, by jedni mogli żyć
spokojnie kosztem drugich.
Jak wspomniałem wyżej, najważniejszym narzędziem Presla jest
oczywiście niema narracja. W całym komiksie nie znajdziemy dialogów ani
narratora z offu. Nie oznacza to jednak, że historia jest uboga w informacje.
Wręcz przeciwnie. Presl doskonale panuje nad opowiadaną historią, a fabuła
pozostaje przejrzysta i nie wymaga ponownego kartkowania komiksu, by zrozumieć
przebieg wydarzeń.
Znaczenie mają tutaj gesty, spojrzenia, układ postaci w
kadrze, architektura i sposób, w jaki bohaterowie zajmują przestrzeń. Presl nie
podaje wszystkiego na tacy. Zmusza nas do samodzielnego odczytywania sytuacji,
a czasem również do zaakceptowania, że nie każda rzecz zostanie jednoznacznie
wyjaśniona. Moją uwagę zwróciło przede wszystkim jeszcze odważniejsze niż
wcześniej kadrowanie.
Opowiadanie obrazem ma jeszcze jedną zaletę. Pozwala pokazać
brutalność i obojętność elit bez nachalnego tłumaczenia i narzucania
czytelnikowi jednego, z góry określonego punktu widzenia. Autor nie musi
przekonywać nas, że przedstawiony świat jest niesprawiedliwy. Wystarczy, że
pokaże, jak funkcjonuje.
Charakterystyczna dla Presla kreska, tym razem ponownie
czarno-biała, nie próbuje upiększać rzeczywistości. Twarze są, jak to u tego
autora bywa, zdeformowane, sylwetki kanciaste, a postacie niekiedy przypominają
groteskowe figury. To styl, który może początkowo odpychać, szczególnie
czytelników przyzwyczajonych do bardziej realistycznej lub efektownej
ilustracji.
W „Orientalizmie” Presl budował nastrój między innymi
poprzez zmianę i odpowiednie wykorzystanie koloru. Tutaj całość utrzymana jest
w czerni i bieli, a emocje odczytujemy z gestów, mimiki i sposobu kadrowania.
Pod względem stylistycznym rysunki Presla można zestawić z
deformacjami znanymi z ekspresjonizmu. Na myśl przychodzi mi zwłaszcza Egon
Schiele. Podobnie jak u Schielego wydłużone sylwetki, ostre kontury i celowe
naruszanie proporcji nie służą realistycznemu przedstawieniu ciała, lecz
wydobyciu napięcia, lęku i dyskomfortu. U Presla ta ekspresjonistyczna brzydota
staje się częścią opowieści. Świat nie wygląda jak miejsce, w którym
chcielibyśmy zamieszkać, bo nie jest też światem, w którym wszystko pozostaje
na swoim miejscu. Pod powierzchnią codzienności kryje się coś niepokojącego, a
kreska konsekwentnie wzmacnia to wrażenie.
„Miasto” nie jest komiksem dla każdego. Presl nie oferuje
łatwych rozwiązań, ma wymagający styl i opowiada ciszą. Osoby szukające przede
wszystkim dynamicznej fabuły, wyrazistych dialogów i klasycznego horroru mogą
poczuć niedosyt. Niema forma wymaga cierpliwości, ale uważam, że warto podjąć
ten wysiłek. Niektóre znaczenia trzeba samodzielnie wydobyć z obrazów, zamiast
czekać na gotowe odpowiedzi.
Nawiązania do naszych niespokojnych czasów, migracji,
zderzenia kultur i wykluczenia są tutaj bardzo wyraźne. Myślę, że dobrze się
stało, iż Presl postanowił zabrać głos w tych wciąż nierozwiązanych i budzących
kontrowersje kwestiach, robiąc to w charakterystyczny dla siebie, niemy sposób.







Komentarze
Prześlij komentarz